„Becoming. Moja historia.” Michelle Obama – recenzja książki

Lubię czytać autobiografie mądrych, zdolnych ludzi. Chętnie śledzę historie życia osób przedsiębiorczych czy bogatych. Przyznam szczerze, że po autobiografię Michelle Obama sięgnęłam tylko dlatego, że było o niej głośno. I nie żałuję, bo jest dojrzała i niezwykle pouczająca. Michelle Obama, dziękuję, że napisałaś tę książkę.

Niezaprzeczalnie warto było zakupić książkę pt. „Becoming. Moja historia” Michelle Obama. Autorka dojrzałym językiem opowiada historię swojego życia. I okazuje się, że żona prezydenta Obamy wcale nie miała życia idealnego jak z bajki. Od młodych lat musiała radzić sobie z wieloma problemami i trudnościami. Niezwykle życzliwa, pomocna i wyczulona na krzywdę innych kobieta, zatroskana o losy dzieci i młodzieży. Mimo iż określano ją jako „Box Checker”, czyli bardzo metodyczną kobietę, która krok po kroku dąży do realizacji swoich celów, dla mnie jej usposobienie czy charakter nie są niczym złym. Co więcej, znalazłam kilka podobieństw w sobie do Michelle. Jak niedawno usłyszałam, „jestem bardzo zadaniową kobietą”, czyli jeśli otrzymuję jakieś zadanie do wykonania (lub sama sobie określam cel) to staram się zrobić naprawdę wiele, by doprowadzić do jego realizacji. Z autobiografii wyłania się silna i empatyczna kobieta, która musiała radzić sobie w życiu z wieloma problemami: rasizmem, hejtem, prawie samodzielnym wychowywaniem dzieci, kiedy jej mąż pracował w kongresie.

Uważam, że książka ta powinna zostać wpisana na obowiązkową listę lektur każdej nastolatki w wieku około 16 roku życia. Wszystko dlatego, że pokazuje zwykłą kobietę, która poprzez swoją ciężką pracę (i zapewne odrobinę szczęścia i pozytywnie sprzyjających okoliczności) dziś jest popularna na całym świecie. I myślę, że to wcale nie tylko dlatego, że była pierwszą Afroamerykanką piastującą funkcję Pierwszej Damy Białego Domu w Waszyngtonie przez dwie kadencje, ale ze względu na swoje usposobienie, czyny oraz zaangażowanie, z jakim poświęcała się wszystkim projektom. Michelle Obama w swojej autobiografii pokazuje, że nie należy się w życiu poddawać. Często podkreśla, że warto się uczyć, bo to właśnie wykształcenie sprawiło, że odniosła w życiu wiele sukcesów.

Zaskoczyło mnie to, że nie pokazała jedynie romantycznej historii swojego życia. Opisała zarówno pozytywne, jak i negatywne wydarzenia.

W pierwszych słowach przedmowy czytamy: „dziś sądzę, że pytanie: «Kim zostaniesz, gdy dorośniesz?», które dorośli zadają dzieciom, jest zupełnie nie na miejscu. Tak jakby dorastanie mogło się zakończyć. Jakby w pewnym momencie człowiek kimś się stawał i koniec”. Już po rozpoczęciu czytania tej autobiografii zastanowiło mnie to zdanie, ma ono jednak swoje zakończenie na ostatnich stronicach publikacji. I rzeczywiście coś w tym jest, bo jako 32-latka prowadząca własną firmę, wielokrotnie dowiaduję się czegoś nowego o sobie samej. Mimo iż już jakiś czas temu weszłam w dorosłość. A rytuał ten symbolizowało zdmuchnięcie świeczek na torcie w dniu 18-urodzin, uważam, że ciągle dorastam. Na przykład w wieku 23 lat dorosłam do tego, by powiedzieć „tak”, kiedy pewnego letniego wieczoru nad polskim morzem on klęknął na jedno kolano, trzymając pierścionek w ręku i z drżącym głosem wypowiadał to magiczne pytanie. Później dorosłam do tego, by zostać żoną czy otworzyć własną firmę albo zakończyć nudną pracę na etacie. I tak również w mojej karierze zawodowej ciągle staje się inną osobą, bo zaczynałam jako kasjerka w supermarkecie. Następnie byłam pracownikiem biurowym, później sprzedawcą-handlowcem, aż stałam się copywritterką i blogerką, prowadzącą dwa blogi – kosmetyczny i lifestylowy.

„Twojej historii nikt Ci nie odbierze” – pisze Michelle w swojej biografii. A idąc za tymi słowami, dodałabym, że fajnie byłoby, abyśmy skupili się na własnym życiu i własnych sprawach, zamiast wsadzać ciekawski nos i swoje cztery grosze w życie innych ludzi. O ileż życie byłoby wówczas łatwiejsze. O ileż mniej byłoby zazdrości i nienawiści.

Zaskoczył mnie także fakt, iż Michelle Obama opisała w książce swoje problemy z zajściem w ciążę. Bo jest to epidemia naszych czasów, która często traktowana jest jako tabu. W publikacji czytamy: „Jak się okazuje, nawet dwoje zaangażowanych, skutecznych i bardzo w sobie zakochanych profesjonalistów o wysokiej etyce pracy nie zdoła zajść w ciążę siłą woli. Płodności nie da się wywalczyć. W tej dziedzinie nie istnieje bezpośredni związek między wysiłkami a rezultatami, co może człowieka doprowadzić do szału.” Myślę, że to niezwykle ważne słowa, ku pokrzepieniu par, które wiele lat starają się o potomstwo.

Mądrości, które znalazłam w autobiografii pt. „Becoming. Moja historia.” Michelle Obama:
1. „Ludzie są w większości dobrzy, o ile dobrze się ich traktuje.”
2. „Nigdy do końca nie wiesz, za kogo cię mają inni.”
3. „Człowiek nie uświadamia sobie, jak bardzo przywiązał się do swojego miejsca, aż musi je opuścić.”
4. „Żyć można na wiele sposobów.” (No właśnie, tylko dlaczego nie dajemy żyć innym według ich własnych zamiarów, tylko wtrącamy się w ich życie z „dobrymi radami”???)
5. „Gdy człowiek zanadto się przejmuje opinią innych, wkracza na określoną ścieżkę… na której pozostaje bardzo długo. Chroni ona przed zbaczaniem z ustalonej trasy, czy choćby samą myślą, by zboczyć, ponieważ szacunek innych wydaje się za to zbyt wysoką ceną.”
6. „Samodzielnie wydostać się z beznadziejnego miejsca to jedno. Czymś całkiem innym jest to miejsce odmienić.”
7. „Mamy skłonność do akceptowania pewnych faktów, a ignorowania innych.”
8. „A im bardziej popularny się stajesz, tym więcej nienawiści cię atakuje.”
9. „Każde słowo może nieść wielki ładunek znaczeń.”
10. „Nienawidzić z bliska jest znacznie trudniej.”
11. „Jednorodność rodzi jeszcze więcej jednorodności, chyba że dołoży się świadomych starań, by temu przeciwdziałać.”
12. „… stawanie się nie polega na dotarciu dokądś czy osiągnięciu celu. Widzę je raczej jako ruch w przód, ewolucję, ciągłe zmierzanie ku własnej lepszej naturze…. Stawanie się jest procesem, szeregiem kroków na ścieżce. Stawanie się wymaga tyle samo cierpliwości, ile dyscypliny. Stawanie się to świadomość, że zawsze można jeszcze trochę wzrosnąć”.

Michelle, dziękuję! Za napisanie autobiografii, znanej chyba na całym świecie kobiety, w której życiu odnajduję cząstkę siebie – zwykłej kobiety. To jedna z bardziej wartościowych książek, jakie przeczytałam w ciągu kilku ostatnich lat. Jako jedna z niewielu niesie za sobą niezwykłe przesłanie.

"Becoming. Moja historia." Michelle Obama - recenzja książki

W zakończeniu autobiografii Michelle Obama wyznaje: „Jestem zwykłą kobietą, która wyruszyła w niezwykłą podróż. Dzieląc się moją historią, mam nadzieję stworzyć przestrzeń, w której będą mogły wybrzmieć inne historie i głosy; poszerzyć grono ludzi, którzy mogą czuć się tutaj na swoim miejscu. Spotkało mnie wielkie szczęście, że mogłam odwiedzać kamienne pałace…, pozostając sobą i nawiązując zwykłe relacje. Ilekroć otwierano przede mną drzwi, ja w zamian starałam się przed innymi otworzyć własne. I wreszcie na sam koniec mam ostatnią prośbę: otwórzmy przed sobą nawzajem drzwi. Może dzięki temu będzie mniej lęku, mniej fałszywych założeń, mniej uprzedzeń i stereotypów, które nas niepotrzebnie dzielą. Może będziemy mogli wyraźniej dostrzegać to, co nas łączy. Nie chodzi o to, by być doskonałym. Pozwólcie sobie, by was poznano i usłyszano, nie wstydźcie się własnej historii, przemawiajcie swoim autentycznym głosem – to daje siłę. Elegancja zaś rodzi się wtedy, gdy decydujecie się poznać i usłyszeć innych. Właśnie tym jest dla mnie stawanie się.”

2 odpowiedzi do “„Becoming. Moja historia.” Michelle Obama – recenzja książki”

Odpowiedz na „kaasilkaAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *