Freeganizm, czyli żywność z kosza – rozsądek czy przesada?

Wyrzucamy mnóstwo jedzenia! W sklepach spożywczych jest żywności pod dostatkiem, a nawet dużo więcej. Często kupujemy zbyt wiele produktów spożywczych i nie jesteśmy w stanie ich przejeść. Czy warto zatem poszukiwać jedzenia w śmietnikach? Czy wiesz, o co chodzi freeganom i co to jest freeganizm?

Co to jest freeganizm?

Konsumpcjonizm sprawia, że wyrzucamy mnóstwo jedzenia. A co za tym idzie, marnujemy swoje pieniądze — można powiedzieć, że wyrzucamy je w błoto. W Stanach Zjednoczonych powstał antykonsumpcyjny styl życia. To alternatywa dla materializmu, współzawodnictwa i zachłanności. W związku z coraz powszechniejszym zainteresowaniem ochrony środowiska ideologia ta zyskuje coraz większą popularność. Aktualnie freeganizm również w Polsce znajduje nowych zwolenników.

Freeganie poszukują żywności w koszu! Ale nie tylko, bo chętnie odbierają niepotrzebną żywność przeznaczoną do wyrzucania z hipermarketów czy restauracji. I wcale nie chodzi o to, że wyznawcy tego stylu życia są biedni. Zależy im raczej na życiu zgodnie z naturą, przyjaznym nastawieniu dla środowiska.

Często w naszych gospodarstwach domowych wyrzucamy nie tylko zepsutą żywność, ale również i tę z dobrą datą ważności, ponieważ na przykład kupiliśmy zbyt wiele i nie jesteśmy w stanie ich zjeść. Freeganizm uczy bycia świadomym konsumentem.

Kolejną zaletą oszczędnego życia jest fakt, że jest to również proekologiczny styl życia. Bo zamiast jeździć do pracy samochodem kilka kilometrów, freeganin wybiera rower. A w efekcie kupuje mniej paliwa i wytwarza mniej zanieczyszczeń powietrza. Podobnie jest, gdy kupuje mniej mięsa, wtedy obniża koszty zakupów spożywczych – w efekcie także paliwo i wodę.

Freeganie to osoby, które żyją jakby odizolowane od systemu gospodarczego – nie kupują i nie sprzedają. Dostają to, czego potrzebują, odzyskują to, co można odzyskać i wymieniają się z innymi.

 

Jak narodziła się nazwa „freeganizm”?

Termin „freegan” pojawił się po raz pierwszy w połowie lat dziewięćdziesiątych. Jest to połączenie słów „wolne” i „wegańskie”, co oznacza osobę, która nie spożywa produktów pochodzenia zwierzęcego. Jednak aktualnie freeganizm to styl życia, który rzuca wyzwanie marnotrawstwu, bezsensownej pracy, chciwości i nietroszczeniu się o innych. Freeganie nie są typem atrakcyjnego konsumenta, bo kupują naprawdę niewiele.

 

Zasady, które wyznają freeganie:

  • Dbanie o zwierzęta. Freeganie nie zgadzają się z trzymaniem zwierząt w nieetycznych warunkach na dużych farmach, wyrządzaniem im cierpienia czy stosowaniem pestycydów w rolnictwie, przez co niszczona jest przyroda. Wolą sami uprawiać małe ogródki warzywne i to z nich czerpią pokarm.
  • Dbanie o prawa człowieka. Freeganie dostrzegają, że duże firmy, szkodzą ludziom – poprzez stosowanie pestycydów, chemikaliów. I sprzeciwiają się takim praktykom.
  • Dbanie o środowisko. Freeganie nie uznają towarów produkowanych masowo, bo najczęściej szkodzą one środowisku naturalnemu poprzez marnotrawstwo, produkcję odpadów, wytwarzanie zanieczyszczeń.

Żyją prosto, a taki styl życia pokazuje, że nie trzeba ciągle zarabiać i wydawać. Kierują się prostotą w życiu, kupują mniej – za to rozsądniej, a w efekcie zyskują więcej czasu, by być z bliskimi.

 

Zasady życia jako freegan

Czy wiesz, że freeganie poznali mnóstwo różnych strategii, by zdobywać jedzenie, transport czy odzież, nie wydając ani złotówki? Starają się żyć samowystarczalnie – wytwarzają własne warzywa i owoce, tworzą lub naprawiają ubrania, wykorzystują ogrzewanie drewnem…. Jeśli zaś żyją w mieście, starają się ponownie wykorzystywać zużyte przedmioty, dzielą się z innymi, wymieniają się dobrami i umiejętnościami z innymi.

 

1. Recycling – czyli ponowne wykorzystanie przedmiotów w celu ograniczenia ilości wytwarzanych odpadów. Zamiast jak większość ludzi, wyrzucać uszkodzone czy niepotrzebne przedmioty, oni je naprawiają. W ten sposób „dają im nowe życie”.

2. Kompostowanie – zamiast wyrzucać obierki od warzyw i owoców, kompostują odpady żywnościowe. W ten sposób wytwarzają naturalny nawóz dla roślin. Ale również płacą mniej za wywóz śmieci!

3. Wymiana z innymi – kiedy nie potrzebują danego przedmiotu – wystawiają je na aukcję lub oddają innym za darmo.

4. Miejskie żerowanie – to kolejna z praktyk, która pozwala wyeliminować marnotrawstwo. Z koszów na śmieci wybierają dobrej jakości żywność, szczególnie z tych zlokalizowanych w pobliżu dużych supermarketów.

5. Uprawianie własnych ogródków warzywnych, a do produkcji własnych plonów wykorzystują przygotowywany przez siebie kompost.

6. Używanie ekologicznych środków transportu. Często Freeganie ze względu na chęć ograniczenia zanieczyszczeń rezygnują z posiadania samochodów. Zamiast nich chodzą na pieszo, jeżdżą rowerem, komunikacją miejską czy „na stopa”

7. Ubieranie się w lumpeksach. Nastawiony na konsumpcję styl życia sprawia, że kupujemy mnóstwo ubrań, których nie zużywamy. Albo niemodne już ubrania wyrzucamy do kosza. Freeganie potrafią „tchnąć nowe życie” w używane ubrania, dlatego zamiast wyjazdów na zakupy do galerii, wybierają się do sklepów z odzieżą używaną.

 

Wiele osób zauważa jedynie pozytywy freeganizmu, jakby nie dostrzegają wad tego stylu życia. A jest ich przynajmniej kilka. Należą do nich zdrowie, bo przecież taka żywność znaleziona w koszu może zawierać środki chemiczne czy nawet odchody gryzoni takich jak myszy, czy szczury. Wśród osób żyjących zgodnie z zasadami freeganizmu jest mnóstwo takich, które decydują się na używaną odzież, sprzęty i meble, jednak jedzenie pożywienia z kosza jest dla nich obrzydliwe.

Freeganie twierdzą, że w pojemnikach na śmieci znajdują mnóstwo żywności w zamkniętych szczelnie opakowaniach (jeszcze przez producenta), w związku z tym według nich nie ma możliwości zanieczyszczenia żywności w ten sposób.

Przeciwnicy tego stylu życia uważają, że freeganie są „pasożytami”, którzy żyją za darmo i nic nie robią. Argumentują to faktem, że gdyby wszyscy ludzie żyli tak, jak freeganie, wówczas nikt nie wytwarzałby żadnych towarów, ale też nie byłoby jedzenia.

Rozumiem ideę freeganizmu, sama staram się ostatnio wprowadzać do naszego życia nowe przyzwyczajenia, które pozwolą ograniczyć wyrzucanie jedzenia, pomogą zaoszczędzić pieniądze, uczą nowych nawyków zakupowych i wykorzystywania resztek żywności w kuchni. Jednak sama chyba nie potrafiłabym zostać freeganką. Lubię wygodę, nie wyobrażam sobie także zamieszkać w starym i wiekowym domu tylko dlatego, żeby się nie zmarnował i nie był pustostanem. Ekonomiczniej jest wybudować własny, energooszczędny dom – taki, jak nam się podoba. Dbanie o środowisko to także dla mnie istotna sprawa, dlatego ogród wokół naszego domu będzie niesamowicie naszpikowany zielenią. Poza drzewami owocowymi i krzewami będzie też mała szklarnia, ogródek warzywny z miejscem na zioła i mnóstwo kwiatów oraz roślin. Zamierzam posadzić takie drzewa i krzewy owocowe wokół domu, z których będę mogła pozyskać jak najwięcej surowców do przygotowywania dżemów, nalewek, przetworów i dań sezonowych.

 

Nie wiem, czy potrafiłabym zdecydować się na życie według zasad freeganizmu. Bardzo ważna jest dla mnie higiena i czystość. Nie wyobrażam sobie chodzenia po koszach i szukania w nich żywności. To dla mnie zbyt obrzydliwe. Nie mam jednak nic przeciwko „dawaniu drugiego życia” meblom, zamiast ich wyrzucania czy też zabierania mebli spod kosza i przystosowywania ich do własnych potrzeb. Dostrzegłam, że produkujemy w naszym gospodarstwie domowym zbyt dużo śmieci. Ale również niezwykle ważne jest dla mnie życie blisko natury, a w związku z tym i ochrona środowiska. Nie mam też nic przeciwko zakupom w lumpeksach, czasem udaję się na takie wypady. Nie wyobrażam sobie też nieposiadania własnego ogródka warzywnego, własnego mini sadu czy ziół na parapecie w kuchni. Poza tym kocham gotować, zamiast kupować słodycze w sklepie, wolę przyrządzić je sama – wówczas będą zdecydowanie bardziej zdrowe. Robię także domowe naleweczki i przetwory. Często, kiedy wybieram się na targ, zakupy czy aby załatwić sprawy urzędowe na mieście, zamiast jechać kilka kilometrów samochodem, wybieram rower. Wszystko po to, aby dbać o środowisko i swoje zdrowie, a także nie marnować czasu na stanie w korkach, które ostatnio stają się coraz dłuższe.

 

 

Jak zatem widać, idea freeganizmu jest mi bliska. Jednak myślę, że zamiast szperania w śmieciach w poszukiwaniu żywności, lepiej zdecydować się na racjonalne zakupy (czyli nie kupować zbyt dużo) i nauczyć się przetwarzać żywność, tak aby nie lądowała ostatecznie w koszu. Pomocne jest na przykład planowanie posiłków.

Ponadto wolę też mieć pracę, którą lubię i która mnie pasjonuje – robić to, co lubię i mieć pieniądze na to, by realizować swoje marzenia. Moim zdaniem życie jest zbyt krótkie, abyśmy się aż tak mocno umartwiali… ale każdy z nas ma prawo do życia według własnych zasad.

11 odpowiedzi do “Freeganizm, czyli żywność z kosza – rozsądek czy przesada?”

  1. Czy konsument, który mało kupuje jest atrakcyjny? Z tym bym polemizował. Kapitalizm premiuje raczej nadmierną konsumpcję. Poza tym – bardzo ciekawy artykuł, który dużo porządkuje w głowie 🙂

    1. Dziękuję za miłe słowa 🙂 A nie jest tak, że mnóstwo produktów na półkach sklepów sprawia, że konsumenci mają wydawać na nie swoje pieniądze, nawet jeśli nie za bardzo potrzebują tych nowych produktów?

  2. Moim zdaniem freeganizm to o krok za daleko. Nie wyobrażam sobie wybierać jedzenia ze śmietnika, skoro mnie na nie stać. Sama staram się nie wyrzucać jedzenia praktycznie wcale – zawsze staram się je przetworzyć 🙂

  3. Ciekawe podejście. Jeśli chodzi o kompostowanie i używanie komunikacji miejskiej, to blisko mi do freeganizmu. Tylko jakoś tego miejskiego żerowania nie umiem sobie wyobrazić, tzn. szukania czegoś w koszu. Bo uważam, że na przykład odbieranie resztek jedzenia z restauracji jest jak najbardziej mądrym posunięciem 🙂

  4. Bardzo ciekawy artykuł, nie słyszałam jeszcze o weganizmie, ale jego idea jest mi bliska, no poza szukaniem jedzenia w śmietnikach, bo to rzeczywiście już trochę za dużo 😉

    Jeśli chodzi o wyrzucanie jedzenia to naprawdę rzadko mi się zdarza. Jest na to jedna prosta metoda, która przynosi ogromne oszczędności w domowym budżecie: mianowicie sprawdzam, co mam w lodówce, wpisuję wszystkie składniki w wyszukiwarkę i przepisów na obiad mam dziesiątki. Proste 😉 Poza tym nauczyłam się, że w kuchni praktycznie każdy składnik można zastąpić innym, a to generuje oszczędności.
    Lumpeksy bardzo lubiłam, kiedy mieszkałam jeszcze w Polsce i mam stamtąd kilka sukienek i bluzek nieśmiertelnych;) Tu we Francji jakoś trudno mi znaleźć.

    Wymiany, recykling -jestem na tak! Tu we Francji bardzo popularne są też mniejsze i większe pchle targi, gdzie można kupić tanio naprawdę piękne, ale i przydatne przedmioty, nam tak udało się kupić kiedyś wymarzone lampki nocne za kilka euro, że nie wspomnę o zestawie 2 pięknych filiżanek z cukierniczką i mlecznikiem za 1 euro!
    Francuzi organizują też często np. na osiedlach miast tzw. vide grenier, czyli opróżnianie poddaszy, gdzie każdy może sprzedać niepotrzebne już mu przedmioty, a ktoś inny kupić je za grosze 😉

  5. Choć freeganką nie jestem, temat jest mi bliski 🙂 Odnawianie starych mebli, lumpeksy, własne zioła na parapecie, dawanie drugiego życia przedmiotom to jedno, ale podzielę się historią o tej częśći freeganizu, która wzbudza najwieksze kontrowersje – jedzenie ze śmietnika. No więc zdarzyło mi się 😉 Niewiele to miało co prawda z ideą freeganizmu, bo chodziło raczej o eksperyment miejskiego survivalu i próbie przeżycia w środowisku miejskim jak najmniejszym nakładem finansowym. Było to podczas 2 miesiecznej podróży autostopem po Hiszpanii. Trzy świeżo upieczone studentki, mare oszczędności i pragnienie zwiedzania świata ponad wszystko 😉 Trzeba było więc wymyślić jak z oszczędności wydawać tylko na to, co naprawdę konieczne. I tak… jako, że szukałyśmy pracy przy zbiorach pomarańczy, często odwiedzałyśmy punkty skupu owoców i warzyw. Nie od dzis wiadomo, ze konsumenci preferują jak najładniej wyglądające produkty. Zgadnijcie gdzie lądują te mniej ładne? No właśnie. Przy skupach były ogromne kontenery z mnóstwem świeżych, dobrych owoców/warzyw, ale z poobijanych, mocno dojrzałych, krzywych, karłowatych itp… No i jak tu nie skorzystać? Jak widzicie śmietnik, śmietnikowi nie równy i te śmietniki, które znajdują się przy sklepach, magazynach, targowiskach zawierają nieco inne „śmieci” niż większość sobie wyobraża. Innym naszym patentem było odwiedzanie piekarni tuż przed zamknieciem i pytanie, czy nie zostało coś do wyrzucenia. Zawsze coś było. W pizzeri też nam raz zdarzyło zapytać i dostałyśmy mnóstwo pizzy 🙂 Przyznaję, że ten ostatni sposób praktykowałyśmy raczej rzadko. Jednak dość trudno się przełamać do czegoś takiego i był to też dla nas swoisty test odwagi 😉 Dużo ułatwił też fakt, że była to właśnie Hiszpania, gdzie taki proceder nie jest szczególnie szokujący. Po drodze spotkałyśmy całkiem sporo miejscowych, którzy nam o tym opowiadali i pokazywali, gdzie i jak pytać. Teraz, choć do 100% freeganizmu mi daleko, staram się ograniczać moje konsumenckie zachcianki, a jeśli coś wyrzucacam, zawsze zastanawiam się najpierw, czy mogę to wykorzystać w inny sposób. No i strasznie denerwują mnie śmietniki zamykane na klucz. Wiem, że ma to swoje uzasadnienie, ale i tak mnie to denerwuje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Wszystkie komentarze są własnością ich autorów. Autor ponosi pełną odpowiedzialność za treść wpisu. Jeżeli wynikną z tego konsekwencje prawne, sposobynazycie.pl może przekazać wszelkie informacje stronom zainteresowanym na temat danego użytkownika oraz pomóc w jego zlokalizowaniu.