Własna firma a rodzina i sąsiedzi…

Nie marzyłam o posiadaniu własnej firmy. To się po prostu stało. Było konsekwencją pewnych działań. Jako dziecko raczej nie marzyłam o tym, by być właścicielką firmy. A wyszło, jak wyszło. Czym się różni praca u siebie od pracy na etacie? I czy prowadzenie własnego biznesu polega tylko na leżeniu do góry brzuchem?

Prowadzenie własnej firmy jest troszkę trudniejsze od pracy na etacie. Troszkę, a może nawet ciut więcej. Po pierwsze różni się bezpieczeństwem stałego wynagrodzenia, jakie otrzymujemy w przypadku pracy na etacie. We własnym biznesie nie ma czegoś takiego jak stałe wynagrodzenie. Chyba że masz stałego klienta, który podjął z Tobą długofalową współpracę. Ale klienci często się zmieniają. Ciągle trzeba pozyskiwać kolejnych – wszystko po to, aby utrzymać się na rynku, ale również, aby rozwijać własną firmę.

A po drugie różni się czasem pracy na etacie, bo prowadząc własną firmę, rzadko kiedy pracujesz 8 godzin i tylko 5 dni w tygodniu. Własny biznes to praca 24-godziny na dobę. Bo nawet jeśli wyznaczysz sobie, że godziny Twojej pracy to 9-15, a klient zadzwoni o godzinie 18 to i tak odbierzesz, i tak wypełnisz swoje zawodowe obowiązki. Albo, gdy potencjalny klient zechce się spotkać, to wstaniesz nocą, by 30 minut jechać samochodem. A następnie przesiądziesz się do pociągu. By spędzić w nim kolejne 4 godziny. Zmęczona, niedospana, dotrzesz do Warszawy na umówione spotkanie albo na ważne wydarzenie, które pozwoli Ci się rozwijać. A po jego zakończeniu zaczekasz na pociąg. Znów spędzisz w nim 4 godziny, by wysiąść na stacji w większym mieście niż to, w którym mieszkasz (bo z Twojego miasta pociągi do Warszawy nie jeżdżą) i pokonasz półgodzinną trasę do domu.

Ponadto pracując u siebie, musisz być osobą pozytywnie nastawioną, skoncentrowaną na sukces. Trzeba umieć wygrywać toczącą się w głowie walkę pomiędzy negatywnymi i pozytywnymi myślami. Czasem nie zdajemy sobie z tego sprawy. W naszej głowie ciągle wyobrażamy sobie przyszłe wydarzenia. Często obawiając się najgorszej z możliwych sytuacji, snujemy negatywne scenariusze. Będąc człowiekiem z własnym biznesem, warto słuchać pozytywnie nastrajających audiobooków. Ja tak robię, dzięki temu zawsze mam motywację do pracy.

Aby nie oszaleć, szukam podpowiedzi, w jaki sposób znaleźć złoty środek na odniesienie ponadprzeciętnych sukcesów w prowadzeniu własnej firmy. Czytam książki i słucham wykładów oraz filmików ludzi, którzy dzielą się swoimi sekretami. Słucham praktyków, którzy doświadczyli prowadzenia własnego biznesu i odnieśli sukces.

Ostatnie kilka lat poświęciłam na intensywny rozwój mojej firmy i dwóch marek, które stworzyłam. Nawet nie liczę, ile godzin przepracowałam, na ilu szkoleniach zdobywałam wiedzę, ile weekendów przesiedziałam przed komputerem, ile trudności rozwiązałam. Ale także ile razy byłam z siebie dumna.

Osoby pracujące na etacie czasem zapominają, że ZUS i różne ubezpieczenia płaci im pracodawca. Natomiast ja, prowadząc własną działalność gospodarczą, muszę każdego miesiąca zapłacić ZUS oraz inne koszty stałe takie jak czynsz za biuro, abonament za telefon czy Internet. Czasem zapominamy o podatkach. Też trzeba je płacić. Ja robię to kwartalnie. I czasem kwota, którą trzeba oddać do Urzędu Skarbowego, naprawdę boli. Do tego fajnie byłoby, aby w każdym miesiącu jakaś ładna sumka (najlepiej okrągła) pozostała na koncie. Co nie zawsze się zdarza. Czasem jest taki moment, kiedy prowadząc własny biznes, jesteś na minusie.

Po prawie 7 latach prowadzenia własnego biznesu i po prawie 3 latach pracy tylko u siebie (bo wcześniej ciągnęłam jednocześnie pracę na etacie i własną firmę) mogę stwierdzić, udało się, jest ok i… szczerze powiedziawszy, nareszcie wiem, że żyję. A do tego zdecydowanie jestem szczęśliwa, bo nareszcie moja praca ma sens!

A jak reagują rodzina i sąsiedzi na wieść, że zdecydowałam żyć wyłącznie z prowadzenia własne firmy? Oczywiście, są tacy, których to nie interesuje. Ale są też tacy, którzy bardzo mnie wspierają w dążeniu do moich biznesowych celów. Mimo że może trochę trudno wytłumaczyć im, czym się zajmuję. Bo nie każdy jest aż tak bardzo zaznajomiony z internetem i promocją. Nie każdy wie jakie działania należy podejmować, aby obserwować wzrost sprzedaży online. I co jest ważne w budowaniu oraz umacnianiu własnej mark.

A co robię? Prowadzę blogi, profile na Instagramie i Facebooku, piszę artykuły na zlecenie oraz recenzuję kosmetyki i inne produkty. O swojej redakcji kosmetycznej mówię zawsze, że prowadzę taką gazetę o kosmetykach w wersji online. Ale przecież pracuje także przy wielu innych projektach, w których pomagam rozwijać inne marki. Jestem Wirtualną Asystentką, zajmuję się działaniami public relations czy jestem copywriterem freelancerem.

Jedną z takich przychylnych mi osób, jest moja teściowa. Ona jedyna martwi się o to, czy uda mi się w kolejnym miesiącu cokolwiek zarobić „do kieszeni” poza kosztami firmy. Ona jedyna dzwoni i mówi, że gdyby brakowało mi motywacji, to mogę dzwonić — zawsze chętnie doda mi otuchy. Ona także rozumie, że promocja firmy wymaga czasu i na sukces trzeba poczekać. Początkowo trochę mąż nie rozumiał, dlaczego pracuję więcej, niż gdy łączyłam prowadzenie firmy z pracą na etacie. Nie rozumiał, ale po kilku rozmowach się przekonał. Poza tym zobaczył efekty mojej pracy. Moja firma zaczęła się rozwijać.

Jestem taką osobą, która jeśli postawi sobie cel do osiągnięcia (taki, na którym naprawdę jej zależy) to śmiało i wytrwale z optymistycznym nastawieniem stara się go osiągać. Czasem są to małe kroczki, czasem wielkie skoki. W każdej sytuacji staram się szukać pozytywów i rozwiązań. Nie ma dla mnie sytuacji bez wyjścia, a każda trudność jest wyzwaniem, do którego staram się podejść z otwartym umysłem.

Jeśli chodzi o rodzinę i znajomych to wiele osób myśli, że skoro prowadzę własną firmę, to pewnie cały dzień leżę i pachnę. „Ty to masz fajnie, siedzisz w domu i nic nie robisz” – tak pewnego dnia powiedziało mi dwóch moich szwagrów. Nie skomentowałam, bo mnie zatkało. Ludzie myślą, że skoro pracuję w domu, to zbijam bąki i robię wszystko, by nie pracować. A prawda jest taka, że uwielbiam swoją pracę. Dlatego mam stałe godziny pracy. Dawniej rozpoczynałam od 7 i kończyłam o 15. Po ugotowaniu i zjedzeniu obiadu oraz krótkim odpoczynku znów zasiadałam przed komputerem, aby skończyć pracę w mojej firmie o 23. Wówczas kładłam się spać. Tak było w czasie intensywnego rozwoju mojego biznesu. Na początku tego roku uznałam, że teraz jest idealny moment, by zadbać o siebie, dlatego codziennie rano przed rozpoczęciem pracy uprawiam godzinny slow jogging, później robię szybkie zakupy. Pracę rozpoczynam o 9, kończę około 14:30. Gotuję obiad, sprzątam mieszkanie. Około 17:30 po zjedzeniu obiadu robię kolejne okrążenie, czyli ok. 7 km, które pokonuję naprzemiennie wolnym biegiem i marszem. Między 19-21 znów zasiadam przed komputerem, jeśli mam zadania do wykonania. A następnie odprężam się, na przykład czytając książkę.

Co do sąsiadów, to mam takiego, który, na wieść, że złożyłam w pracy wypowiedzenie i prowadzę własną firmę w domu, stwierdził: „no tak, można trochę gorsza dorobić, a mąż stałą pracę ma?” Trochę mnie to rozbawiło, no bo co, pracując w domu, we własnej firmie nie można zarobić na życie? Zatem bywa zabawnie.

A jak to jest tak naprawdę prowadzić własną firmę?

Po pierwsze czuję się wolna i niezależna. Nareszcie jasno wiem jakie zadania muszę wykonać oraz w jakim czasie. Sama to ustalam w porozumieniu z moimi klientami. Chce mi się wstawać, chce mi się realizować moją pracę życia — wykonując zadania, które oferuję w swojej firmie. Jest mi bardzo przyjemnie, kiedy klienci są zadowoleni z moich działań oraz kiedy prowadząc bloga czy media społecznościowe uda mi się zrobić zamieszanie. Takie sytuacje dają mi ogromną satysfakcję z pracy. Lubię to, co robię i strasznie szybko mija mi dzień, kiedy robię to, co kocham oraz to, co jest moją pasją. Oczywiście bywają też sytuacje stresowe, trudne, konfliktowe — rzadko, ale bywają. Czasem trzeba przyznać się do błędu lub niewiedzy.

prowadzenie własnej firmy

Bywa też tak, że czasami się nie doceniam i umniejszam swoją wartość. Zauważyłam, że mam takie odczucia, zwłaszcza wówczas, gdy podejmuję nową współpracę z nowym klientem, a jeśli jest to jeszcze znana w Polsce, duża firma, tym bardziej obawiam się, czy będę umiała sprostać jej wymaganiom. Mimo iż wielokrotnie pokazałam sobie, że potrafię wiele zrobić, potrafię naprawdę dużo z siebie dać oraz uczyć się nowych rzeczy, chyba jeszcze do końca siebie nie doceniam.

Życzę każdemu, aby znalazł w życiu pracę, która pozwala się rozwijać oraz przynosi radość i satysfakcję.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *